O rzeczach ważnych, nieważnych i o sensie istnienia młodego człowieka ;)
poniedziałek, 29 lipca 2013
Stoimi w miejscu...
Jak widzicie od dawna blog stoi i jeszcze stał będzie długo bo nie mam na niego czasu. Jednak jak tylko pojawi mi się w głowie jakiś pomysł to do razu wyląduje tutaj. Obiecuje <3 :D
niedziela, 9 czerwca 2013
Wracam!
Hej! Przepraszam że ostatni miesiąc był taki milczący i obiecuje że w teraz się poprawię. Mam i miałam dużo nauki ale teraz już się poprawię. Tymczasem polecam moje konto na iSing które niedługo zacznę rozkręcać:
http://ising.pl/lunaluvia
http://ising.pl/lunaluvia
piątek, 3 maja 2013
Sylwia Grzeszczak - Najprzytulniej
"Najprzytulniej tam, gdzie już nie ma nas
Miejsca, które skrył pod skrzydłami czas
To co było trwa, nikt nam nie zabierze wspomnień"
"Najprzytulniej tam, gdzie już nie ma nas
Miejsca, które skrył pod skrzydłami czas
To co było trwa, nikt nam nie zabierze wspomnień"
Luna Luvia
wtorek, 30 kwietnia 2013
Opowiadanie
Jako że nudzi mi się strasznie i nie mam co robić postanowiłam zabawić was opowiadaniem ;)
- Jak ona mnie wkurza! - Arela szła ogrodami Gildii skarżąc się Binie - Uważa się za nie wiadomo kogo, myśląc że jeżeli jest pierwszą dziewczyną ze slumsów i posiada jakieś niezwykłe umiejętności i jako podopieczna Wielkiego Mistrza może wszystko!
- Mówisz to tak jakbyś się z nią zgadzała - głos Biny obudził we mnie jakieś nieznane uczucie, najprawdopodobniej strach lub zdziwienie co do tego faktu - przyznaj się, lubisz ją nawet , ja tak samo, ale nie przyznamy się do tego bo Regin by nas zniszczył.
W sumie miała rację. Większość dzieci z ich rocznika to rozpieszczone bachory, ale lepsze przebywanie z nimi niż pogarda Regina. Sonea mimo iż bardzo się starała o sympatię reszty nowicjuszy , odpychała nie tylko swoimi rozległymi umiejętnościami magicznymi ale również swoim pochodzeniem.
- W takim razie co mam zrobić? Ona teraz przyjęła pozycję obronną , Regin wyzwał ją na pojedynek i już nie ufa nikomu W sumie to ciekawe, wcześniej była bardziej przyjazna, odkąd mieszka u Mistrza jakby się czegoś bała.
- Wiesz, ma dużo nauki, jako podopieczna Wielkiego Mistrza .
- Nie to nie to... - zamyśliłam się ale w tej chwili doszłyśmy do sali - dobra zastanowię się później ...
Jakoś tak się stało że zaczytałam się w bibliotece i gdy wracałam było już dawno po ciszy nocnej. Bardzo starałam się nie stukać butami i jak najszybciej znaleźć się w Domu Nowicjuszy, jednak w połowie drogi, na dziedzińcu, zauważyłam że ktoś siedzi na fontannie i ochlapuje sobie twarz.
- Hej, już jest dawno po czasie, chodź szybko nim nas złapią! - szepnęłam i ruszyłam w tamtym kierunku.
- Co cie to obchodzi? - usłyszałam głos Sonei.
- To Ty? Czemu nie jesteś jeszcze w Domu Wielkiego Mistrza?
- Odczep się... - Sonea była wyraźnie zmęczona
- Co się stało? Regin znowu cie napadł? - usiadłam obok niej, rzeczywiście wyglądała na wyczerpaną.
- Jakbyś nie wiedziała... Wszyscy podejrzewam braliście w tym udział, pewnie Ty pilowałaś. Wracasz właśnie z narady? - w jej głosie wyczułam pogardę - Nie masz nawet pojęcia jak te wasze wybryki dodają mi zmartwień, podczas gdy muszę... - urwała nagle.
- Co musisz? - wydawało mi się że chciała coś w końcu z siebie wyciągnąć ale nie mogła
- Hmmm... Nieważne - oczy miała pełne strachu - idź już bo cie złapią - wstała i chciała odejść ale się zachwiała. Była bliska upadku ale ją złapałam
- Może cie oprowadzę?
- Spadaj...
Nie wiem co mnie pokusiło aby następnego dnia podejść pod drzwi Domu Wielkiego Mistrza i podsłuchać krótką wymianę słów:
- Wiesz co cie cie czeka jeśli powiesz o tym co widziałaś?
- Tajemnica o Twoich czarnych praktykach jest bezpieczna...
I tak oto zrozumiałam wszystko co zdarzyło się później. I nigdy nie wybaczę sobie tego że poszłam wtedy do Rektora...
Kto wie na podstawie jakiej Trylogii jest to opowiadanie, marne i krótkie ale zawsze warto poszukać ;) Powodzenia!
- Jak ona mnie wkurza! - Arela szła ogrodami Gildii skarżąc się Binie - Uważa się za nie wiadomo kogo, myśląc że jeżeli jest pierwszą dziewczyną ze slumsów i posiada jakieś niezwykłe umiejętności i jako podopieczna Wielkiego Mistrza może wszystko!
- Mówisz to tak jakbyś się z nią zgadzała - głos Biny obudził we mnie jakieś nieznane uczucie, najprawdopodobniej strach lub zdziwienie co do tego faktu - przyznaj się, lubisz ją nawet , ja tak samo, ale nie przyznamy się do tego bo Regin by nas zniszczył.
W sumie miała rację. Większość dzieci z ich rocznika to rozpieszczone bachory, ale lepsze przebywanie z nimi niż pogarda Regina. Sonea mimo iż bardzo się starała o sympatię reszty nowicjuszy , odpychała nie tylko swoimi rozległymi umiejętnościami magicznymi ale również swoim pochodzeniem.
- W takim razie co mam zrobić? Ona teraz przyjęła pozycję obronną , Regin wyzwał ją na pojedynek i już nie ufa nikomu W sumie to ciekawe, wcześniej była bardziej przyjazna, odkąd mieszka u Mistrza jakby się czegoś bała.
- Wiesz, ma dużo nauki, jako podopieczna Wielkiego Mistrza .
- Nie to nie to... - zamyśliłam się ale w tej chwili doszłyśmy do sali - dobra zastanowię się później ...
Jakoś tak się stało że zaczytałam się w bibliotece i gdy wracałam było już dawno po ciszy nocnej. Bardzo starałam się nie stukać butami i jak najszybciej znaleźć się w Domu Nowicjuszy, jednak w połowie drogi, na dziedzińcu, zauważyłam że ktoś siedzi na fontannie i ochlapuje sobie twarz.
- Hej, już jest dawno po czasie, chodź szybko nim nas złapią! - szepnęłam i ruszyłam w tamtym kierunku.
- Co cie to obchodzi? - usłyszałam głos Sonei.
- To Ty? Czemu nie jesteś jeszcze w Domu Wielkiego Mistrza?
- Odczep się... - Sonea była wyraźnie zmęczona
- Co się stało? Regin znowu cie napadł? - usiadłam obok niej, rzeczywiście wyglądała na wyczerpaną.
- Jakbyś nie wiedziała... Wszyscy podejrzewam braliście w tym udział, pewnie Ty pilowałaś. Wracasz właśnie z narady? - w jej głosie wyczułam pogardę - Nie masz nawet pojęcia jak te wasze wybryki dodają mi zmartwień, podczas gdy muszę... - urwała nagle.
- Co musisz? - wydawało mi się że chciała coś w końcu z siebie wyciągnąć ale nie mogła
- Hmmm... Nieważne - oczy miała pełne strachu - idź już bo cie złapią - wstała i chciała odejść ale się zachwiała. Była bliska upadku ale ją złapałam
- Może cie oprowadzę?
- Spadaj...
Nie wiem co mnie pokusiło aby następnego dnia podejść pod drzwi Domu Wielkiego Mistrza i podsłuchać krótką wymianę słów:
- Wiesz co cie cie czeka jeśli powiesz o tym co widziałaś?
- Tajemnica o Twoich czarnych praktykach jest bezpieczna...
I tak oto zrozumiałam wszystko co zdarzyło się później. I nigdy nie wybaczę sobie tego że poszłam wtedy do Rektora...
Kto wie na podstawie jakiej Trylogii jest to opowiadanie, marne i krótkie ale zawsze warto poszukać ;) Powodzenia!
Luna Luvia
piątek, 26 kwietnia 2013
A teraz czas na Ness:
Na następną część troszkę poczekacie bo mam lekki kryzys twórczy ;)
Rozdział 2
Bo w tym świecie niełatwo jest tracić
plany na rzecz marzeń….
- Co się
stało!? – Alex w życiu nie był tak zły. Ale Ness nie dziwiła mu się zbytnio.
Sama czuła się podle. – Przecież to niemożliwe! Tyle pracy! Tyle poświęceń! A
ty przegrałaś?! Dziewczyno, weź się w garść! Sądzisz że teraz ktoś będzie brał
cię na poważnie? Po raz kolejny zdobyłaś drugie miejsce! A wiesz co to dla
innych oznacza? Że jesteś zerem, drugorzędną zawodniczką!
- Proszę? Trenowałam,
ćwiczyłam, głodowałam ranka mi żebyś był zadowolony! Była taka możliwość, że
przegram! Dobrze o tym wiedziałeś! I teraz mówisz mi że jestem zerem? -
Gotowało się w niej jak nigdy przedtem. A zawsze była spokojna, dziś jednak coś
się zmieniło.
- A ty znowu
wybuchasz! Mówiłem ci tyle razy że masz być twarda jak skała…
Nie
wytrzymała. Wybiegła z płaczem, kierując się w stronę wyjścia na pole. Całe
rozgoryczenie, cała złość wylewały się razem z łzami. A jednak, nienawiść do
siebie pozostawała. Nienawiść za to że chce strzelać w swoje serce aby zabić
uczucia które się w nim trawią i próbują przedostać przez maskę obojętności
różdżkarza. Próbują wyjść na światło dzienne i powiedzieć: pragniemy wolności a
w niej miłości!
Spacer po
lesie okazał się zbawienny. Przez korony drzew przebijało się słońce i suszyło
jej mokrą od płaczu twarz. Gdzieniegdzie usłyszała ptaki które z resztą uwielbiała słuchać. To
wszystko wprawiło ją w tak radosny nastrój że postanowiła wrócić i przygotować
się do bankietu. Bądź co bądź srebro to nie tak źle.
Carly już
na nią czekała.
- Twój trener prosił
abyś przed zejściem na dół wpadła do niego. Ma ci coś ważnego do powiedzenia. –
mruknęła gdy układała włosy. Śliczna zielona suknia leżała już na niej. Pozostała
tylko rozmowa. Ubrała więc swoje pantofelki i ruszyła do gabinetu.
-
Poprosiłem cię do siebie ponieważ chciałem cię przeprosić – nie wierzyła
własnym uszom – Nie powinienem był tak cię potraktować, szczególnie że byłaś w
podłym nastroju.
- Nic się nie stało,
miałeś pełne prawo wyć wściekłym. Tak wiele pracy w to włożyłeś… - nie chciała
kolejnych kłótni. To był bardzo dobry trener a jeszcze lepszy przyjaciel.
- Tak. Jednak musisz
przyznać że w obecnej sytuacji musimy podjąć odpowiednie kroki. Już drugi raz
przegrałaś. Czas coś z tym zrobić. Wiesz może kim jest profesor Dumbledore?
- Oczywiście, każdy
wie – niezupełnie rozumiała co ma stary dyrektor Hogwartu do jej problemów w
sporcie.
- Przyjdzie dziś na
bankiet. Bardzo bym chciał abyś, gdy cię oczywiście poprosi, porozmawiała z
nim, wysłuchała go i podjęła decyzję. – jego mina była poważna i jednocześnie
dziwna jak nigdy dotąd.
- Ale dlaczego? Coś
się stało?
- Wszystkiego dowiesz
się od niego, ok.?
Zbytniego
wyboru nie miała a więc zeszła z nim na dół i czekała co przyniesie los.
Profesor jakoś nie kwapił się aby szybko do niej podejść. Zresztą
w ogóle dziwnie się czuła, jakby ktoś knuł przeciwko niej jakiś spisek a ona
była na tropie. W końcu jednak zaszczycił ją chwilą uwagi. Poprosił by usiedli
po czym zaczął:
- Widziałem
dzisiejszą walkę ma arenie. Niestety musze stwierdzić że nie za dobrze
poradziła pani sobie. Z opowieści pani trenera wynika jednak że stać panią na o
wiele więcej. Dlatego właśnie przyszedł do mnie dziś po pomoc. I nie ukrywam że
z chęcią pani pomogę.
Ness wydawało się to wszystko bardzo
dziwne. Co niby może zrobić dla niej jakiś nauczyciel? Ona po prostu
potrzebowała więcej ćwiczeń, i tyle. Tylko dyscyplina może ją wyciągnąć z
kłopotów.
- Chciałem
zaproponować pani posadę w szkole na stanowisko nauczyciela pojedynków.
- Proszę?! – nie
mogła uwierzyć. Ona nauczycielką? Po co? – Przepraszam, ale nie za bardzo
rozumiem jak mogłoby mi to pomóc poprawić skuteczność…
- Ucząc czegoś
przypomni pani sobie podstawy. To jest pierwszy dobry powód. Drugi jest wsparty
moim osobistym doświadczeniem: będąc nauczycielem można porządnie poprawić
swoja cierpliwość. Trzeci: patrząc na pani poczynania i reakcje sądzę że nic
tak pani nie pomorze jak normalna, zwykła monotonna praca.
Bardzo mi przykro ale teraz musze już iść.
Proszę aby przemyślała pani moją propozycję. Do widzenia.
Siedziała
zamurowana na krześle. Ten człowiek, w pięć minut rozgryzł ją całą. Jakby miał
rentgena w oczach. Nie to było jednak prawdziwym problemem. Problemem było to
że jego propozycja wydawała się kusząca…
Na następną część troszkę poczekacie bo mam lekki kryzys twórczy ;)
Luna Luvia
Jak wytrzymać w gimnazjum cz.2
Kontynuujemy
nasze rozważania na temat gimnazjum i jego struktury. Ostatnim razem poznaliśmy
podział na grupy i ich specyfikę. Dziś
zagłębie się bardziej w relacje panujące pomiędzy poszczególnymi grupami.
Zacznijmy od
bossów. Ich kontakty są bardzo specyficzne. Człowiek klasy pierwszej,
przyzwyczajony do genezy podstawówki ma nie lada orzech do zgryzienia. Chłopcy
zazwyczaj starają się zaimponować dziewczynom wyzywając się nawzajem dużą ilością
przekleństw i bezwzględnego chamstwa. Niestety to dopiero początek tej bolesnej
prawdy. Takie i tylko takie rzeczy dzieją się w klasie drugiej, W trzeciej nasi
osobnicy płci męskiej zatracają cel tych „podchodów” i robią to uważając to za
swoją wolność osobistą. Tak samo jak swoich kolegów traktują koleżanki.
Koleżanki natomiast tolerują to od samego początku, nie chcąc wyjść na „ tępe
dzidy”. W tym momencie zaczyna się ciekawy proces. Nastolatkowi w pełni sprostują
swojemu obrazowi naszych czasów: dziewczyny chleją, chłopcy palą i chleją. Jeżeli
mają jeszcze trochę oleju w głowie to nie ćpają. Każda obelga lub uwaga
spływają po nich jak po maśle. Dopóki nie zacznie się walka o punkty i
zachowanie do liceum. Dodatkowo sądzą iż ich młodsi koledzy są na takim samym
poziomie i gnębią ich nie wiedząc jaką robią krzywdę.
Myszki
zazwyczaj mają niewielką rolę w tym procederze. Zawsze są i były wykorzystywane
w celach podbudowania się. Niestety często są tak uległe że schodzą na podobną
drogę jak bossy. Różnicą jest to iż nie używają obelg ale bez problemu je
przyjmują.
Koty. Koty już
z samej swojej definicji próbują być inne niż bossy. Często prowadzą bardzo
porządne życie próbując tym przywołać myszki i wyjętych. I niestety często tak się
zdarza. Jednak mimo to taka osoba nie zostanie bossem. Jest to zupełnie inny
typ człowieka.
Wyjętych spod
prawa cechuje przede wszystkim to iż nie mogą poradzić sobie w tej
rzeczywistości. Dlatego nie zagłębiają się w nią, mają mnóstwo małych
przyjaciół ale rzadko wchodzą do bossów. Mają zasady ale i również niespełnione
pragnienia akceptacji.
To na razie
tyle w następnym artykule postaram się nauczyć was czegoś nowego ;)
Osoby które nie wiedzą o co chodzi kieruję do poprzedniej
części artykułu.
Luna Luvia
Subskrybuj:
Posty (Atom)