Rozdział 2
Bo w tym świecie niełatwo jest tracić
plany na rzecz marzeń….
- Co się
stało!? – Alex w życiu nie był tak zły. Ale Ness nie dziwiła mu się zbytnio.
Sama czuła się podle. – Przecież to niemożliwe! Tyle pracy! Tyle poświęceń! A
ty przegrałaś?! Dziewczyno, weź się w garść! Sądzisz że teraz ktoś będzie brał
cię na poważnie? Po raz kolejny zdobyłaś drugie miejsce! A wiesz co to dla
innych oznacza? Że jesteś zerem, drugorzędną zawodniczką!
- Proszę? Trenowałam,
ćwiczyłam, głodowałam ranka mi żebyś był zadowolony! Była taka możliwość, że
przegram! Dobrze o tym wiedziałeś! I teraz mówisz mi że jestem zerem? -
Gotowało się w niej jak nigdy przedtem. A zawsze była spokojna, dziś jednak coś
się zmieniło.
- A ty znowu
wybuchasz! Mówiłem ci tyle razy że masz być twarda jak skała…
Nie
wytrzymała. Wybiegła z płaczem, kierując się w stronę wyjścia na pole. Całe
rozgoryczenie, cała złość wylewały się razem z łzami. A jednak, nienawiść do
siebie pozostawała. Nienawiść za to że chce strzelać w swoje serce aby zabić
uczucia które się w nim trawią i próbują przedostać przez maskę obojętności
różdżkarza. Próbują wyjść na światło dzienne i powiedzieć: pragniemy wolności a
w niej miłości!
Spacer po
lesie okazał się zbawienny. Przez korony drzew przebijało się słońce i suszyło
jej mokrą od płaczu twarz. Gdzieniegdzie usłyszała ptaki które z resztą uwielbiała słuchać. To
wszystko wprawiło ją w tak radosny nastrój że postanowiła wrócić i przygotować
się do bankietu. Bądź co bądź srebro to nie tak źle.
Carly już
na nią czekała.
- Twój trener prosił
abyś przed zejściem na dół wpadła do niego. Ma ci coś ważnego do powiedzenia. –
mruknęła gdy układała włosy. Śliczna zielona suknia leżała już na niej. Pozostała
tylko rozmowa. Ubrała więc swoje pantofelki i ruszyła do gabinetu.
-
Poprosiłem cię do siebie ponieważ chciałem cię przeprosić – nie wierzyła
własnym uszom – Nie powinienem był tak cię potraktować, szczególnie że byłaś w
podłym nastroju.
- Nic się nie stało,
miałeś pełne prawo wyć wściekłym. Tak wiele pracy w to włożyłeś… - nie chciała
kolejnych kłótni. To był bardzo dobry trener a jeszcze lepszy przyjaciel.
- Tak. Jednak musisz
przyznać że w obecnej sytuacji musimy podjąć odpowiednie kroki. Już drugi raz
przegrałaś. Czas coś z tym zrobić. Wiesz może kim jest profesor Dumbledore?
- Oczywiście, każdy
wie – niezupełnie rozumiała co ma stary dyrektor Hogwartu do jej problemów w
sporcie.
- Przyjdzie dziś na
bankiet. Bardzo bym chciał abyś, gdy cię oczywiście poprosi, porozmawiała z
nim, wysłuchała go i podjęła decyzję. – jego mina była poważna i jednocześnie
dziwna jak nigdy dotąd.
- Ale dlaczego? Coś
się stało?
- Wszystkiego dowiesz
się od niego, ok.?
Zbytniego
wyboru nie miała a więc zeszła z nim na dół i czekała co przyniesie los.
Profesor jakoś nie kwapił się aby szybko do niej podejść. Zresztą
w ogóle dziwnie się czuła, jakby ktoś knuł przeciwko niej jakiś spisek a ona
była na tropie. W końcu jednak zaszczycił ją chwilą uwagi. Poprosił by usiedli
po czym zaczął:
- Widziałem
dzisiejszą walkę ma arenie. Niestety musze stwierdzić że nie za dobrze
poradziła pani sobie. Z opowieści pani trenera wynika jednak że stać panią na o
wiele więcej. Dlatego właśnie przyszedł do mnie dziś po pomoc. I nie ukrywam że
z chęcią pani pomogę.
Ness wydawało się to wszystko bardzo
dziwne. Co niby może zrobić dla niej jakiś nauczyciel? Ona po prostu
potrzebowała więcej ćwiczeń, i tyle. Tylko dyscyplina może ją wyciągnąć z
kłopotów.
- Chciałem
zaproponować pani posadę w szkole na stanowisko nauczyciela pojedynków.
- Proszę?! – nie
mogła uwierzyć. Ona nauczycielką? Po co? – Przepraszam, ale nie za bardzo
rozumiem jak mogłoby mi to pomóc poprawić skuteczność…
- Ucząc czegoś
przypomni pani sobie podstawy. To jest pierwszy dobry powód. Drugi jest wsparty
moim osobistym doświadczeniem: będąc nauczycielem można porządnie poprawić
swoja cierpliwość. Trzeci: patrząc na pani poczynania i reakcje sądzę że nic
tak pani nie pomorze jak normalna, zwykła monotonna praca.
Bardzo mi przykro ale teraz musze już iść.
Proszę aby przemyślała pani moją propozycję. Do widzenia.
Siedziała
zamurowana na krześle. Ten człowiek, w pięć minut rozgryzł ją całą. Jakby miał
rentgena w oczach. Nie to było jednak prawdziwym problemem. Problemem było to
że jego propozycja wydawała się kusząca…
Na następną część troszkę poczekacie bo mam lekki kryzys twórczy ;)
Luna Luvia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz