poniedziałek, 29 lipca 2013
Stoimi w miejscu...
Jak widzicie od dawna blog stoi i jeszcze stał będzie długo bo nie mam na niego czasu. Jednak jak tylko pojawi mi się w głowie jakiś pomysł to do razu wyląduje tutaj. Obiecuje <3 :D
niedziela, 9 czerwca 2013
Wracam!
Hej! Przepraszam że ostatni miesiąc był taki milczący i obiecuje że w teraz się poprawię. Mam i miałam dużo nauki ale teraz już się poprawię. Tymczasem polecam moje konto na iSing które niedługo zacznę rozkręcać:
http://ising.pl/lunaluvia
http://ising.pl/lunaluvia
piątek, 3 maja 2013
Sylwia Grzeszczak - Najprzytulniej
"Najprzytulniej tam, gdzie już nie ma nas
Miejsca, które skrył pod skrzydłami czas
To co było trwa, nikt nam nie zabierze wspomnień"
"Najprzytulniej tam, gdzie już nie ma nas
Miejsca, które skrył pod skrzydłami czas
To co było trwa, nikt nam nie zabierze wspomnień"
Luna Luvia
wtorek, 30 kwietnia 2013
Opowiadanie
Jako że nudzi mi się strasznie i nie mam co robić postanowiłam zabawić was opowiadaniem ;)
- Jak ona mnie wkurza! - Arela szła ogrodami Gildii skarżąc się Binie - Uważa się za nie wiadomo kogo, myśląc że jeżeli jest pierwszą dziewczyną ze slumsów i posiada jakieś niezwykłe umiejętności i jako podopieczna Wielkiego Mistrza może wszystko!
- Mówisz to tak jakbyś się z nią zgadzała - głos Biny obudził we mnie jakieś nieznane uczucie, najprawdopodobniej strach lub zdziwienie co do tego faktu - przyznaj się, lubisz ją nawet , ja tak samo, ale nie przyznamy się do tego bo Regin by nas zniszczył.
W sumie miała rację. Większość dzieci z ich rocznika to rozpieszczone bachory, ale lepsze przebywanie z nimi niż pogarda Regina. Sonea mimo iż bardzo się starała o sympatię reszty nowicjuszy , odpychała nie tylko swoimi rozległymi umiejętnościami magicznymi ale również swoim pochodzeniem.
- W takim razie co mam zrobić? Ona teraz przyjęła pozycję obronną , Regin wyzwał ją na pojedynek i już nie ufa nikomu W sumie to ciekawe, wcześniej była bardziej przyjazna, odkąd mieszka u Mistrza jakby się czegoś bała.
- Wiesz, ma dużo nauki, jako podopieczna Wielkiego Mistrza .
- Nie to nie to... - zamyśliłam się ale w tej chwili doszłyśmy do sali - dobra zastanowię się później ...
Jakoś tak się stało że zaczytałam się w bibliotece i gdy wracałam było już dawno po ciszy nocnej. Bardzo starałam się nie stukać butami i jak najszybciej znaleźć się w Domu Nowicjuszy, jednak w połowie drogi, na dziedzińcu, zauważyłam że ktoś siedzi na fontannie i ochlapuje sobie twarz.
- Hej, już jest dawno po czasie, chodź szybko nim nas złapią! - szepnęłam i ruszyłam w tamtym kierunku.
- Co cie to obchodzi? - usłyszałam głos Sonei.
- To Ty? Czemu nie jesteś jeszcze w Domu Wielkiego Mistrza?
- Odczep się... - Sonea była wyraźnie zmęczona
- Co się stało? Regin znowu cie napadł? - usiadłam obok niej, rzeczywiście wyglądała na wyczerpaną.
- Jakbyś nie wiedziała... Wszyscy podejrzewam braliście w tym udział, pewnie Ty pilowałaś. Wracasz właśnie z narady? - w jej głosie wyczułam pogardę - Nie masz nawet pojęcia jak te wasze wybryki dodają mi zmartwień, podczas gdy muszę... - urwała nagle.
- Co musisz? - wydawało mi się że chciała coś w końcu z siebie wyciągnąć ale nie mogła
- Hmmm... Nieważne - oczy miała pełne strachu - idź już bo cie złapią - wstała i chciała odejść ale się zachwiała. Była bliska upadku ale ją złapałam
- Może cie oprowadzę?
- Spadaj...
Nie wiem co mnie pokusiło aby następnego dnia podejść pod drzwi Domu Wielkiego Mistrza i podsłuchać krótką wymianę słów:
- Wiesz co cie cie czeka jeśli powiesz o tym co widziałaś?
- Tajemnica o Twoich czarnych praktykach jest bezpieczna...
I tak oto zrozumiałam wszystko co zdarzyło się później. I nigdy nie wybaczę sobie tego że poszłam wtedy do Rektora...
Kto wie na podstawie jakiej Trylogii jest to opowiadanie, marne i krótkie ale zawsze warto poszukać ;) Powodzenia!
- Jak ona mnie wkurza! - Arela szła ogrodami Gildii skarżąc się Binie - Uważa się za nie wiadomo kogo, myśląc że jeżeli jest pierwszą dziewczyną ze slumsów i posiada jakieś niezwykłe umiejętności i jako podopieczna Wielkiego Mistrza może wszystko!
- Mówisz to tak jakbyś się z nią zgadzała - głos Biny obudził we mnie jakieś nieznane uczucie, najprawdopodobniej strach lub zdziwienie co do tego faktu - przyznaj się, lubisz ją nawet , ja tak samo, ale nie przyznamy się do tego bo Regin by nas zniszczył.
W sumie miała rację. Większość dzieci z ich rocznika to rozpieszczone bachory, ale lepsze przebywanie z nimi niż pogarda Regina. Sonea mimo iż bardzo się starała o sympatię reszty nowicjuszy , odpychała nie tylko swoimi rozległymi umiejętnościami magicznymi ale również swoim pochodzeniem.
- W takim razie co mam zrobić? Ona teraz przyjęła pozycję obronną , Regin wyzwał ją na pojedynek i już nie ufa nikomu W sumie to ciekawe, wcześniej była bardziej przyjazna, odkąd mieszka u Mistrza jakby się czegoś bała.
- Wiesz, ma dużo nauki, jako podopieczna Wielkiego Mistrza .
- Nie to nie to... - zamyśliłam się ale w tej chwili doszłyśmy do sali - dobra zastanowię się później ...
Jakoś tak się stało że zaczytałam się w bibliotece i gdy wracałam było już dawno po ciszy nocnej. Bardzo starałam się nie stukać butami i jak najszybciej znaleźć się w Domu Nowicjuszy, jednak w połowie drogi, na dziedzińcu, zauważyłam że ktoś siedzi na fontannie i ochlapuje sobie twarz.
- Hej, już jest dawno po czasie, chodź szybko nim nas złapią! - szepnęłam i ruszyłam w tamtym kierunku.
- Co cie to obchodzi? - usłyszałam głos Sonei.
- To Ty? Czemu nie jesteś jeszcze w Domu Wielkiego Mistrza?
- Odczep się... - Sonea była wyraźnie zmęczona
- Co się stało? Regin znowu cie napadł? - usiadłam obok niej, rzeczywiście wyglądała na wyczerpaną.
- Jakbyś nie wiedziała... Wszyscy podejrzewam braliście w tym udział, pewnie Ty pilowałaś. Wracasz właśnie z narady? - w jej głosie wyczułam pogardę - Nie masz nawet pojęcia jak te wasze wybryki dodają mi zmartwień, podczas gdy muszę... - urwała nagle.
- Co musisz? - wydawało mi się że chciała coś w końcu z siebie wyciągnąć ale nie mogła
- Hmmm... Nieważne - oczy miała pełne strachu - idź już bo cie złapią - wstała i chciała odejść ale się zachwiała. Była bliska upadku ale ją złapałam
- Może cie oprowadzę?
- Spadaj...
Nie wiem co mnie pokusiło aby następnego dnia podejść pod drzwi Domu Wielkiego Mistrza i podsłuchać krótką wymianę słów:
- Wiesz co cie cie czeka jeśli powiesz o tym co widziałaś?
- Tajemnica o Twoich czarnych praktykach jest bezpieczna...
I tak oto zrozumiałam wszystko co zdarzyło się później. I nigdy nie wybaczę sobie tego że poszłam wtedy do Rektora...
Kto wie na podstawie jakiej Trylogii jest to opowiadanie, marne i krótkie ale zawsze warto poszukać ;) Powodzenia!
Luna Luvia
piątek, 26 kwietnia 2013
A teraz czas na Ness:
Na następną część troszkę poczekacie bo mam lekki kryzys twórczy ;)
Rozdział 2
Bo w tym świecie niełatwo jest tracić
plany na rzecz marzeń….
- Co się
stało!? – Alex w życiu nie był tak zły. Ale Ness nie dziwiła mu się zbytnio.
Sama czuła się podle. – Przecież to niemożliwe! Tyle pracy! Tyle poświęceń! A
ty przegrałaś?! Dziewczyno, weź się w garść! Sądzisz że teraz ktoś będzie brał
cię na poważnie? Po raz kolejny zdobyłaś drugie miejsce! A wiesz co to dla
innych oznacza? Że jesteś zerem, drugorzędną zawodniczką!
- Proszę? Trenowałam,
ćwiczyłam, głodowałam ranka mi żebyś był zadowolony! Była taka możliwość, że
przegram! Dobrze o tym wiedziałeś! I teraz mówisz mi że jestem zerem? -
Gotowało się w niej jak nigdy przedtem. A zawsze była spokojna, dziś jednak coś
się zmieniło.
- A ty znowu
wybuchasz! Mówiłem ci tyle razy że masz być twarda jak skała…
Nie
wytrzymała. Wybiegła z płaczem, kierując się w stronę wyjścia na pole. Całe
rozgoryczenie, cała złość wylewały się razem z łzami. A jednak, nienawiść do
siebie pozostawała. Nienawiść za to że chce strzelać w swoje serce aby zabić
uczucia które się w nim trawią i próbują przedostać przez maskę obojętności
różdżkarza. Próbują wyjść na światło dzienne i powiedzieć: pragniemy wolności a
w niej miłości!
Spacer po
lesie okazał się zbawienny. Przez korony drzew przebijało się słońce i suszyło
jej mokrą od płaczu twarz. Gdzieniegdzie usłyszała ptaki które z resztą uwielbiała słuchać. To
wszystko wprawiło ją w tak radosny nastrój że postanowiła wrócić i przygotować
się do bankietu. Bądź co bądź srebro to nie tak źle.
Carly już
na nią czekała.
- Twój trener prosił
abyś przed zejściem na dół wpadła do niego. Ma ci coś ważnego do powiedzenia. –
mruknęła gdy układała włosy. Śliczna zielona suknia leżała już na niej. Pozostała
tylko rozmowa. Ubrała więc swoje pantofelki i ruszyła do gabinetu.
-
Poprosiłem cię do siebie ponieważ chciałem cię przeprosić – nie wierzyła
własnym uszom – Nie powinienem był tak cię potraktować, szczególnie że byłaś w
podłym nastroju.
- Nic się nie stało,
miałeś pełne prawo wyć wściekłym. Tak wiele pracy w to włożyłeś… - nie chciała
kolejnych kłótni. To był bardzo dobry trener a jeszcze lepszy przyjaciel.
- Tak. Jednak musisz
przyznać że w obecnej sytuacji musimy podjąć odpowiednie kroki. Już drugi raz
przegrałaś. Czas coś z tym zrobić. Wiesz może kim jest profesor Dumbledore?
- Oczywiście, każdy
wie – niezupełnie rozumiała co ma stary dyrektor Hogwartu do jej problemów w
sporcie.
- Przyjdzie dziś na
bankiet. Bardzo bym chciał abyś, gdy cię oczywiście poprosi, porozmawiała z
nim, wysłuchała go i podjęła decyzję. – jego mina była poważna i jednocześnie
dziwna jak nigdy dotąd.
- Ale dlaczego? Coś
się stało?
- Wszystkiego dowiesz
się od niego, ok.?
Zbytniego
wyboru nie miała a więc zeszła z nim na dół i czekała co przyniesie los.
Profesor jakoś nie kwapił się aby szybko do niej podejść. Zresztą
w ogóle dziwnie się czuła, jakby ktoś knuł przeciwko niej jakiś spisek a ona
była na tropie. W końcu jednak zaszczycił ją chwilą uwagi. Poprosił by usiedli
po czym zaczął:
- Widziałem
dzisiejszą walkę ma arenie. Niestety musze stwierdzić że nie za dobrze
poradziła pani sobie. Z opowieści pani trenera wynika jednak że stać panią na o
wiele więcej. Dlatego właśnie przyszedł do mnie dziś po pomoc. I nie ukrywam że
z chęcią pani pomogę.
Ness wydawało się to wszystko bardzo
dziwne. Co niby może zrobić dla niej jakiś nauczyciel? Ona po prostu
potrzebowała więcej ćwiczeń, i tyle. Tylko dyscyplina może ją wyciągnąć z
kłopotów.
- Chciałem
zaproponować pani posadę w szkole na stanowisko nauczyciela pojedynków.
- Proszę?! – nie
mogła uwierzyć. Ona nauczycielką? Po co? – Przepraszam, ale nie za bardzo
rozumiem jak mogłoby mi to pomóc poprawić skuteczność…
- Ucząc czegoś
przypomni pani sobie podstawy. To jest pierwszy dobry powód. Drugi jest wsparty
moim osobistym doświadczeniem: będąc nauczycielem można porządnie poprawić
swoja cierpliwość. Trzeci: patrząc na pani poczynania i reakcje sądzę że nic
tak pani nie pomorze jak normalna, zwykła monotonna praca.
Bardzo mi przykro ale teraz musze już iść.
Proszę aby przemyślała pani moją propozycję. Do widzenia.
Siedziała
zamurowana na krześle. Ten człowiek, w pięć minut rozgryzł ją całą. Jakby miał
rentgena w oczach. Nie to było jednak prawdziwym problemem. Problemem było to
że jego propozycja wydawała się kusząca…
Na następną część troszkę poczekacie bo mam lekki kryzys twórczy ;)
Luna Luvia
Jak wytrzymać w gimnazjum cz.2
Kontynuujemy
nasze rozważania na temat gimnazjum i jego struktury. Ostatnim razem poznaliśmy
podział na grupy i ich specyfikę. Dziś
zagłębie się bardziej w relacje panujące pomiędzy poszczególnymi grupami.
Zacznijmy od
bossów. Ich kontakty są bardzo specyficzne. Człowiek klasy pierwszej,
przyzwyczajony do genezy podstawówki ma nie lada orzech do zgryzienia. Chłopcy
zazwyczaj starają się zaimponować dziewczynom wyzywając się nawzajem dużą ilością
przekleństw i bezwzględnego chamstwa. Niestety to dopiero początek tej bolesnej
prawdy. Takie i tylko takie rzeczy dzieją się w klasie drugiej, W trzeciej nasi
osobnicy płci męskiej zatracają cel tych „podchodów” i robią to uważając to za
swoją wolność osobistą. Tak samo jak swoich kolegów traktują koleżanki.
Koleżanki natomiast tolerują to od samego początku, nie chcąc wyjść na „ tępe
dzidy”. W tym momencie zaczyna się ciekawy proces. Nastolatkowi w pełni sprostują
swojemu obrazowi naszych czasów: dziewczyny chleją, chłopcy palą i chleją. Jeżeli
mają jeszcze trochę oleju w głowie to nie ćpają. Każda obelga lub uwaga
spływają po nich jak po maśle. Dopóki nie zacznie się walka o punkty i
zachowanie do liceum. Dodatkowo sądzą iż ich młodsi koledzy są na takim samym
poziomie i gnębią ich nie wiedząc jaką robią krzywdę.
Myszki
zazwyczaj mają niewielką rolę w tym procederze. Zawsze są i były wykorzystywane
w celach podbudowania się. Niestety często są tak uległe że schodzą na podobną
drogę jak bossy. Różnicą jest to iż nie używają obelg ale bez problemu je
przyjmują.
Koty. Koty już
z samej swojej definicji próbują być inne niż bossy. Często prowadzą bardzo
porządne życie próbując tym przywołać myszki i wyjętych. I niestety często tak się
zdarza. Jednak mimo to taka osoba nie zostanie bossem. Jest to zupełnie inny
typ człowieka.
Wyjętych spod
prawa cechuje przede wszystkim to iż nie mogą poradzić sobie w tej
rzeczywistości. Dlatego nie zagłębiają się w nią, mają mnóstwo małych
przyjaciół ale rzadko wchodzą do bossów. Mają zasady ale i również niespełnione
pragnienia akceptacji.
To na razie
tyle w następnym artykule postaram się nauczyć was czegoś nowego ;)
Osoby które nie wiedzą o co chodzi kieruję do poprzedniej
części artykułu.
Luna Luvia
niedziela, 21 kwietnia 2013
Bez zbędnych wstępów przechodzę do dalszej opowieści o Ness :
Piszcie proszę i oceniajcie bo nie wiem czy mam dalej dodawać ;)
Walka miała się rozpocząć równo o
dwudziestej. Za piętnaście Vanessa była już gotowa i czekała cierpliwie w swoim
namiocie którego ściany jak wiadomo są z materiału, więc słyszała tłum
zbierający się na stadionie. Mimo wszystko jednak nie miała tremy. Już raz tu
była, dokładnie sześć lat temu, tylko że wtedy dla niej srebro to już był
sukces. Dziś było ją stać na wiele więcej. Zamierzała wygrać!
Z tych myśli wyrwał ją głos:
- Witam wszystkich na
kolejnych finałach Międzynarodowych Zawodów Magicznych w konkurencji pojedynki.
Za chwilę o tytuł mistrzyni zawalczą: polka, Barbara Kwiatkowska, oraz
angielka, Vanessa Johnson. Proszę o wyjście zawodniczek.
Nie było
więc rady: wstała z krzesła na którym siedziała i powoli weszła na arenę.
Podczas ćwiczeń miejsce wydawało się o wiele mniejsze. W tej chwili wyglądało
jakby ktoś je magicznie powiększył. Nie przeszkadzało to jednak w dostrzeżeniu
Beki: wielkiej kobiety o ciemnych włosach i ogromnych dłoniach.
Sędzia przywołał je gestem, poczym
zapytał:
- Jaki rodzaj
pojedynku wybieracie?
- Trzy w jednym –
odpowiedziała natychmiast Ness. Przeciwniczka zmieszała się jakby nie
spodziewała się tej propozycji poczym przytaknęła:
- Trzy w jednym.
- A więc dobrze. W
takim razie uściśnijcie sobie dłonie.
Uścisk dłoni przez kapitanów w quidditchu bardzo się różni
od uścisku przez różdżkarzy. Ten był delikatny, a ręka opanowana. Nie można
było jej nadwyrężać przed starciem.
- Teraz możecie na
chwilę wypróbować swoją magie.
Ness wróciła po swoją zwykłą różdżkę, poczym ustawiła się na
miejscu. Trzy konkretne uderzenia , tak
by się odbiły, pozwalały walczącemu określić jaką broń wybrać.
- Alex, będę musiała
w pierwszej rundzie wystąpić z jedynką – powiedziała gdy było już po wszystkim.
- Nie możesz wziąć
dwójki? Przy takiej sile jedynka może pęknąć.
- Zbytniego wyboru
nie mam(nie mam zbyt wielkiego wyboru) . Inaczej się nie utrzymam. Sam zobacz –
powiedziała , poczym podała mu różdżkę.
- Rzeczywiście. Hmm…
- zamyślił się na chwilę – no trudno. Dobrze, przygotuj się, za pięć minut
zaczynacie – po czym odszedł w stronę sędzi, aby dogadać ostatnie szczegóły z
trenerem Beki.
Zaczęła się
prawdziwa krzątanina; Carly ( jej asystentka) podawała rękawiczki, pomagała
zakładać specjalną gumkę na różdżkę ( żeby się nie ślizgała) i upinała warkocza
tak aby nie przeszkadzał.
- A może by tak na
bankiet zrobić ci jakiegoś koka albo wyprostować włosy? – odezwała się nagle.
- Wiesz dobrze że nie
lubię mieć rozpuszczonych włosów. Wolę mojego francuza.
- Ale ty zawsze w nim
chodzisz! Może czas na zmianę? Słyszałam, że… - w tej chwili rozległ się głos:
- Prosimy zawodniczki
na arenę! – wybiła godzina zero.
Vanessie nagle serce podskoczyło do gardła.
- Dobra, powiesz mi
przy przygotowaniach. Czas już wychodzić.
- Powodzenia! –
krzyknęła Caroline na odchodne.
Tak więc, bez wahania wyszła na arenę, stanęła na swoim
miejscu i czekała na pierwszy strzał. W końcu nadszedł dzień by spełnić jej
marzenia i plany gnieżdżące się w głowie od tylu lat. Nawet nie myślała że
czujne, niebieskie oczy przyglądające się jej z trybun mogą obrócić te jej
plany i marzenia o 180*….
Piszcie proszę i oceniajcie bo nie wiem czy mam dalej dodawać ;)
Luna Luvia
czwartek, 18 kwietnia 2013
Jak wytrzymać w gimnazjum?
W większości osoby które
zadają sobie to pytanie są przez tą oto społeczność odrzucane lub poniżane. Ale
czy na pewno? Nigdy nie wiadomo co taka osoba którą nazwę " gimnazjalnym
bossem" myśli albo czy trudno jest się jej utrzymać na "takim
stanowisku". Tylko kim jest tan "boss" ?
Jest to dziewczyna lub chłopak w wieku około 15 lat,
zazwyczaj dobrze ubrany , modna ale odpowiednia fryzura nadająca nowe trendy w
szkole. Porozumiewać się
może tylko z innymi bossami gdyż tylko do takich się zwraca i tylko takie czują
się na siłach odpowiedzieć mu ciętą ripostą.
Jak już wcześniej wspomniałam boss nadaje trendy w
szkole. Komu skoro inne bossy nie dają się podporządkować? Grupie tak zwanych
" cichych myszek". Myszka to chłopak lub dziewczyna zazwyczaj poniżej
15 lat, starająca się upodobnić do bossów możliwie jak najbardziej, niestety
dobitnie odróżnia je od bossów ogromna nieśmiałość w kontaktach z samym
bossem.
Kolejną grupę nazwę "głodnymi kotami". Są to
ludzie w wieku ok. 15 lat. Mogą być często myleni z bossami, mają jednak kilka
zasadniczych różnic: po pierwsze żerują na myszkach i ich niskim poczuciu
własnej wartości, po drugie starają się dotrzeć do godności bossa, sądzą jednak
że uda im się to robić ubierając się zupełnie inaczej niż boss i zastosować
inny rodzaj riposty oraz zainteresowań. Prowadzi to zazwyczaj do niepowodzeń i
wyładowywaniu się na myszkach.
Ostatnia grupa społeczeństwa gimnazjalnego to "
wyjęci spod prawa". Wyróżniają się zupełnym odizolowaniem od reszty,
jedynie przeplatają się pomiędzy klasami, są bardzo różne i nie mają wspólnych
cech . Plusem jest to iż z takiej grupy najłatwiej ewoluować do innej.
Czy można być powiedzmy na przykład i bossem i myszką? Nie,
sprawdza się to jedynie w przypadku wyjętych spod prawa. Są w sumie
najluźniejszą i najbardziej wolną grupą. Niestety w jej szeregach można znaleźć
osoby nieszczere i niełatwe do okiełznania.
Gdyby wziąć z każdej grupy po jednej osobie pojawiła by się
bardzo ciekawa społeczność. Boss czuwałby nad wszystkim i nadawał innym „szyk”.
Myszka pocieszałaby i słuchała. Kot miałby myszkę i czułby się jednocześnie
jakimś pozornym bossem. A wyjęci spod prawa mogliby bez przeszkód krążyć i móc
wrócić w odpowiednim momencie. Niestety takie uzupełnienia są rzadkie. Częściej
można spotkać kilkoro bossów razem, lub dwa koty i jedną myszkę lub na odwrót.
Czy taki podział
społeczeństwa w gimnazjum jest odpowiedni? I co decyduje o przydzieleniu do
danego typu? Tutaj niestety mogę tylko spekulować że bossy odnajdują się najszybciej
i ustawiają innych nieświadomie. Jedynym pozytywnym aspektem tego jest iż na
początku każdego roku szkolnego pierwszy tydzień jest tygodniem otwartym w
którym można spokojnie przenieść się do innej grupy. Zazwyczaj jednak osoby
powracają sami ale nie świadomie do dawnych grup. Dlaczego? Podejrzewam że
natury po prostu się nie oszuka.
Życzę więc tego aby każdy należał do grupy w której czuje
się najlepiej ;)
Luna Luvia
Jedziemy dalej!
Oto kolej dalsza część mojej książki:
Ness , bo tak odtąd będziemy ją nazywać, nie zaczyna swojego
dnia jak każda normalna kobieta. W sumie nie zaczyna dnia nawet jak przeciętny
człowiek. Gdy doszła już do siebie rozpoczęła się medytacja. Różdżkarz musi być
zawsze skupiony i skoncentrowany. Zdarza się jednak że o tym zapomina i nagle
wybucha, tak jak przed chwilą. To gra dla odważnych i nie ma w niej czasu na
sentymenty. W pojedynku liczą się sekundy, jeżeli zostałeś poraniony to jest to
twoja wina bo dowodzi tego że byłeś zdekoncentrowany.
Po
medytacji nie ma śniadania. Im więcej
czynników wpływających na to że jesteś szybszy tym lepiej, a przecież człowiek
gdy jest głodny to chce jak najszybciej coś zjeść. Jednak po wielu latach
praktyk przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie. Dla Ness trening przed
jedzeniem był czymś oczywistym. Inaczej nie mogła nic przełknąć.
Dotąd przygotowania
szły tradycyjnie jednak wszystko zmieniło się podczas posiłku. Siedziała w kącie
Baru Pod Trzema Miotłami ( gdzie
zatrzymała się na czas finałów w Hogsmade) żując swojego croissanta gdy wszedł
Alex. Minę miał dość twardą co oznaczało że idą kłopoty.
- Stało się coś? –
zapytała gdy usiadł naprzeciw niej.
- Na to wygląda.
Zdaje się że twoje przeczucie tym razem zawiodło. Nie będziesz walczyła z tą
Gruzinką która dopiero co weszła do ligi.
- W takim razie z
kim?
- Z polką, Barbarą
Kwiatkowską.
- Ale przecież ja już
z nią walczyłam! I dodatkowo przegrałam!
- Tak, ale jesteś
wyżej rankingowo, więc możecie bić się jeszcze raz.
- Ale przez to trzeba
będzie zmienić całą taktykę!
Mężczyzna spojrzał na nią powoli i przenikliwie, poczym
powiedział:
- Ostatnio zbyt
często wybuchasz. To niepokojące… - a potem dał jej chwilę by się uspokoiła,
więc mogła pomyśleć.
Barbara
Kwiatkowska, nazywana przez anglików Wielką Beką, została odkryta mniej więcej
w tym samym czasie co Ness. Od zawsze ze sobą rywalizowały. Raz jedna
wygrywała, raz druga, jednak nikt nigdy ostatecznie nie chciał rozstrzygnąć
która jest lepsza. W tym momencie jednak to spotkanie wydawało się
wyznacznikiem ich kariery: jedna przegra, jedna wygra i odbierze drugiej fanów.
- A więc?? –
odpowiedziała w końcu.
- A więc co??
- Musimy stworzyć
nową taktykę. Masz jakieś pomysły??
Alex zamyślił. Jego czoło
na chwilę zmarszczyło się, poczym powiedział:
- Mamy dwa
rozwiązania. Albo trzy w jednym, albo starcie ostateczne. W magię ciągłą nie ma
się co bawić, Beka jest od ciebie trochę silniejsza, a wersję razy pięć różdżek
już raz przegrałaś. Ja osobiście radzę ci starcie ostateczne jednak znając
twoją przeciwniczkę będzie za trójką. Może więc lepiej przygotować się na to?
Ness jak
zwykle wolała od razu starcie ostateczne. Lubiła się bawić z konkurentami.
Pozostałe dwa sposoby walki wymagały stania w miejscu. Znając jednak
nieomylność swojego senseia stwierdziła:
- Skoro tak to
trudno: trzy w jednym.
- W takim razie kończ
tego rogalika i idziemy na arenę, póki nie zaczęła się walka o brąz.
- Ty nic nie jesz?
- Najem się na bankiecie
z okazji zdobycia złota przez ciebie – po
tej wypowiedzi na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Nawet nie wiadomo
czy się odbędzie!
- Daj spokój! Wierzę
w ciebie! I wiem że wygrasz!!
- No tak… - tym razem to jej usta ustawiły się w
uśmieszek, mimo, że trochę krzywy, to jednak szczery…
Luna Luvia
wtorek, 16 kwietnia 2013
Jako że lubię się chwalić i lubię pisać od czasu do czasu będę dodawała fragmenty mojej książki. Początek pierwszego rozdziału:

Rozdział 1
Bo w tym świecie marzenia są niezgodne z
planami…
Nasza
opowieść będzie dość nietypowa. Może dlatego że przeplata się w 100% z historią
Harryego Pottera, a może dlatego że jest po prostu o niepewności. Zazwyczaj
postaciom książek los narzuca pewną logiczność i porządność. Natomiast
bohaterka o której będzie mowa właściwie nigdy nie wiedziała co zrobić. W
pewnym sensie to osoby zazwyczaj przechodzące koło niej nadają rytm jej życiu.
Wielu powie że to jej osobista głupota. A inni będą uważać że moment w którym
się pojawiła okazał się dość niekorzystny. I stąd te kłopoty…
Zacznę więc
może od momentu w którym wszystko się zaczęło. Było to dość nudny, szary
poranek. W tym świetle Hogsmade nie wygląda zachwycająco. Osoba jednak, o której
tu opowiem, jeszcze nigdy nie była tak wesoła. Wiedziała bowiem że taka pogoda
zawsze przynosi jej szczęście. A poza tym uwielbiała kolory magii w szarym
świetle.
Vanessa
Johnson , wice mistrzyni pojedynków z Ostatnich Międzynarodowych Zawodów
Magicznych ( czyli największego sportowego wydarzenia w świecie czarodziejów),
wstała z łóżka z nadzieją zdobycia złota ( Złotego Medalu Różdżkarzy ).
Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu czuła że tego dnia stanie
się coś wielkiego. Miała nadzieję że to właśnie będzie to. No bo cóż innego?
Cóż innego może się zdarzyć? W tym momencie spłynęła na nią pewna myśl: Twoja ideologia mogłaby się zmieścić w
różdżce Numer 5 ( czyli tej najcieńszej). Ale co tu się dziwić? Od dziecka
ojciec nałożył na nią piętno: masz być różdżkarzem! Dlaczego? Bo babcia nim
była. Jednak co do jednego przypadku się nie mylił: naprawdę miała talent. W
głębi duszy jednak wiedziała że to nie jej konik. Wyznawała gdzieś w sobie
jedną zasadę: jeżeli w czymś nie ma choćby
kropli miłości to nie jest to warte uwagi. Niby mogłaby pokochać to co
robi ale po prostu nie umiała. Szukała gdzieś w tych swoich podróżach na
największe areny świata sensu życia, sensu
którego nikt jej nigdy nie przekazał.
Podeszła powoli do toaletki. Oparła się o nią i spojrzała w lustro. Wiele lat temu gdy miała jeszcze naście lat matka powiedziała jej że jest piękna. Zielone oczy z delikatnymi rzęsami doskonale harmonizowały się z krwisto czerwonymi ustami znajdującymi się nad doskonale zarysowaną drobną bródką. Blond włosy ,zawsze spięte w warkocz francuski, sięgały zaledwie do ramion, ale to i tak ich rekord. Jakoś nigdy nie chciały rosnąć…
Mimo iż
zawsze zgadzała się z matką , w tym jednym nigdy nie ustąpiła. Według samej
siebie ( a była to jedyna obiektywna opinia na jaką mogła liczyć) jej urodę
można określić jako dostateczną czyli że jest po prostu ładna. Nie miała jednak
w ogóle z tej wiedzy pożytku bo żaden mężczyzna, obcy czy znajomy, jej tego nie
powiedział i zapewne nigdy nie powie.
Cała
niezwykłość tego poranka, żal i wspomnienia nagle wywołały w niej burzę uczuć.
Jakby zwariowała, jednocześnie śmiała się i płakała. W chwilę później do pokoju
wpadł Alex, jej trener, objął ją i zaczął mówić:
- Nie martw się… Na
pewno wygrasz…
A ona była nieszczęśliwa jeszcze bardziej bo tak naprawdę
była dla niego tylko kolejnym
rozklekotanym zawodnikiem…
Mam nadzieję że się podobało ;) A więc komentujcie, subskrybujcie, udostępniajcie a będą wam dane kolejne części :)
Luna Luvia
Na początek
Buon giorno!
Come stai? I tutaj już pokazało się moje zainteresowanie językiem włoskim ;) Witam serdecznie na moim blogu. O czym będę pisać? O wszystkim! Włoski, niemiecki, angielski, liceum, gimnazjum, testy, chemia, biologia, miłość, przyjaźń, kultura, problemy, wiosna, książki, wiersze, parafia, schola --> cały mój świat! Co mi się na język nawinie to będzie ;)mi które ostatnio ciągle chodzą mi po głowie:
"Życie to praca, magia i powołanie"
"To słuszność idei może zaprowadzić do celu a nie ilość jej wyznawców"
Pierwszy cytat nawet nie pamiętam gdzie zasłyszałam, ale mówi bardzo dobitnie na co należy zwracać szczególną uwagę w życiu.
Praca nadaje sens życiu, bez niej nic by nigdzie nie powstało
Magia, czyli wszelkiego rodzaju miłostki , przyjaźń i inne uczucia. Bez nich nasze życie było by nudne!
Powołanie, powołanie do pracy, do pewnych spraw w których radzimy sobie lepiej niż inni np. nie każdy nadaje się na adwokata ;)
Drugi cytat wypowiedział Remus Lupin w w ostatniej filmowej części Harryego Pottera, podczas bitwy o Hogwart. Wzywa on do walki w słusznej sprawie bo tylko taka ma jakiś sens.
Poznaliście pierwsze zakamarki mojej duszy mam nadzieję że będzie ich więcej
Luna Luvia
Subskrybuj:
Posty (Atom)