- Jak ona mnie wkurza! - Arela szła ogrodami Gildii skarżąc się Binie - Uważa się za nie wiadomo kogo, myśląc że jeżeli jest pierwszą dziewczyną ze slumsów i posiada jakieś niezwykłe umiejętności i jako podopieczna Wielkiego Mistrza może wszystko!
- Mówisz to tak jakbyś się z nią zgadzała - głos Biny obudził we mnie jakieś nieznane uczucie, najprawdopodobniej strach lub zdziwienie co do tego faktu - przyznaj się, lubisz ją nawet , ja tak samo, ale nie przyznamy się do tego bo Regin by nas zniszczył.
W sumie miała rację. Większość dzieci z ich rocznika to rozpieszczone bachory, ale lepsze przebywanie z nimi niż pogarda Regina. Sonea mimo iż bardzo się starała o sympatię reszty nowicjuszy , odpychała nie tylko swoimi rozległymi umiejętnościami magicznymi ale również swoim pochodzeniem.
- W takim razie co mam zrobić? Ona teraz przyjęła pozycję obronną , Regin wyzwał ją na pojedynek i już nie ufa nikomu W sumie to ciekawe, wcześniej była bardziej przyjazna, odkąd mieszka u Mistrza jakby się czegoś bała.
- Wiesz, ma dużo nauki, jako podopieczna Wielkiego Mistrza .
- Nie to nie to... - zamyśliłam się ale w tej chwili doszłyśmy do sali - dobra zastanowię się później ...
Jakoś tak się stało że zaczytałam się w bibliotece i gdy wracałam było już dawno po ciszy nocnej. Bardzo starałam się nie stukać butami i jak najszybciej znaleźć się w Domu Nowicjuszy, jednak w połowie drogi, na dziedzińcu, zauważyłam że ktoś siedzi na fontannie i ochlapuje sobie twarz.
- Hej, już jest dawno po czasie, chodź szybko nim nas złapią! - szepnęłam i ruszyłam w tamtym kierunku.
- Co cie to obchodzi? - usłyszałam głos Sonei.
- To Ty? Czemu nie jesteś jeszcze w Domu Wielkiego Mistrza?
- Odczep się... - Sonea była wyraźnie zmęczona
- Co się stało? Regin znowu cie napadł? - usiadłam obok niej, rzeczywiście wyglądała na wyczerpaną.
- Jakbyś nie wiedziała... Wszyscy podejrzewam braliście w tym udział, pewnie Ty pilowałaś. Wracasz właśnie z narady? - w jej głosie wyczułam pogardę - Nie masz nawet pojęcia jak te wasze wybryki dodają mi zmartwień, podczas gdy muszę... - urwała nagle.
- Co musisz? - wydawało mi się że chciała coś w końcu z siebie wyciągnąć ale nie mogła
- Hmmm... Nieważne - oczy miała pełne strachu - idź już bo cie złapią - wstała i chciała odejść ale się zachwiała. Była bliska upadku ale ją złapałam
- Może cie oprowadzę?
- Spadaj...
Nie wiem co mnie pokusiło aby następnego dnia podejść pod drzwi Domu Wielkiego Mistrza i podsłuchać krótką wymianę słów:
- Wiesz co cie cie czeka jeśli powiesz o tym co widziałaś?
- Tajemnica o Twoich czarnych praktykach jest bezpieczna...
I tak oto zrozumiałam wszystko co zdarzyło się później. I nigdy nie wybaczę sobie tego że poszłam wtedy do Rektora...
Kto wie na podstawie jakiej Trylogii jest to opowiadanie, marne i krótkie ale zawsze warto poszukać ;) Powodzenia!
Luna Luvia

