Jako że lubię się chwalić i lubię pisać od czasu do czasu będę dodawała fragmenty mojej książki. Początek pierwszego rozdziału:

Rozdział 1
Bo w tym świecie marzenia są niezgodne z
planami…
Nasza
opowieść będzie dość nietypowa. Może dlatego że przeplata się w 100% z historią
Harryego Pottera, a może dlatego że jest po prostu o niepewności. Zazwyczaj
postaciom książek los narzuca pewną logiczność i porządność. Natomiast
bohaterka o której będzie mowa właściwie nigdy nie wiedziała co zrobić. W
pewnym sensie to osoby zazwyczaj przechodzące koło niej nadają rytm jej życiu.
Wielu powie że to jej osobista głupota. A inni będą uważać że moment w którym
się pojawiła okazał się dość niekorzystny. I stąd te kłopoty…
Zacznę więc
może od momentu w którym wszystko się zaczęło. Było to dość nudny, szary
poranek. W tym świetle Hogsmade nie wygląda zachwycająco. Osoba jednak, o której
tu opowiem, jeszcze nigdy nie była tak wesoła. Wiedziała bowiem że taka pogoda
zawsze przynosi jej szczęście. A poza tym uwielbiała kolory magii w szarym
świetle.
Vanessa
Johnson , wice mistrzyni pojedynków z Ostatnich Międzynarodowych Zawodów
Magicznych ( czyli największego sportowego wydarzenia w świecie czarodziejów),
wstała z łóżka z nadzieją zdobycia złota ( Złotego Medalu Różdżkarzy ).
Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu czuła że tego dnia stanie
się coś wielkiego. Miała nadzieję że to właśnie będzie to. No bo cóż innego?
Cóż innego może się zdarzyć? W tym momencie spłynęła na nią pewna myśl: Twoja ideologia mogłaby się zmieścić w
różdżce Numer 5 ( czyli tej najcieńszej). Ale co tu się dziwić? Od dziecka
ojciec nałożył na nią piętno: masz być różdżkarzem! Dlaczego? Bo babcia nim
była. Jednak co do jednego przypadku się nie mylił: naprawdę miała talent. W
głębi duszy jednak wiedziała że to nie jej konik. Wyznawała gdzieś w sobie
jedną zasadę: jeżeli w czymś nie ma choćby
kropli miłości to nie jest to warte uwagi. Niby mogłaby pokochać to co
robi ale po prostu nie umiała. Szukała gdzieś w tych swoich podróżach na
największe areny świata sensu życia, sensu
którego nikt jej nigdy nie przekazał.
Podeszła powoli do toaletki. Oparła się o nią i spojrzała w lustro. Wiele lat temu gdy miała jeszcze naście lat matka powiedziała jej że jest piękna. Zielone oczy z delikatnymi rzęsami doskonale harmonizowały się z krwisto czerwonymi ustami znajdującymi się nad doskonale zarysowaną drobną bródką. Blond włosy ,zawsze spięte w warkocz francuski, sięgały zaledwie do ramion, ale to i tak ich rekord. Jakoś nigdy nie chciały rosnąć…
Mimo iż
zawsze zgadzała się z matką , w tym jednym nigdy nie ustąpiła. Według samej
siebie ( a była to jedyna obiektywna opinia na jaką mogła liczyć) jej urodę
można określić jako dostateczną czyli że jest po prostu ładna. Nie miała jednak
w ogóle z tej wiedzy pożytku bo żaden mężczyzna, obcy czy znajomy, jej tego nie
powiedział i zapewne nigdy nie powie.
Cała
niezwykłość tego poranka, żal i wspomnienia nagle wywołały w niej burzę uczuć.
Jakby zwariowała, jednocześnie śmiała się i płakała. W chwilę później do pokoju
wpadł Alex, jej trener, objął ją i zaczął mówić:
- Nie martw się… Na
pewno wygrasz…
A ona była nieszczęśliwa jeszcze bardziej bo tak naprawdę
była dla niego tylko kolejnym
rozklekotanym zawodnikiem…
Mam nadzieję że się podobało ;) A więc komentujcie, subskrybujcie, udostępniajcie a będą wam dane kolejne części :)
Luna Luvia
♥
OdpowiedzUsuń