wtorek, 16 kwietnia 2013

Jako że lubię się chwalić i lubię pisać od czasu do czasu będę dodawała fragmenty mojej książki. Początek pierwszego rozdziału:
Rozdział 1
Bo w tym świecie marzenia są niezgodne z planami…

            Nasza opowieść będzie dość nietypowa. Może dlatego że przeplata się w 100% z historią Harryego Pottera, a może dlatego że jest po prostu o niepewności. Zazwyczaj postaciom książek los narzuca pewną logiczność i porządność. Natomiast bohaterka o której będzie mowa właściwie nigdy nie wiedziała co zrobić. W pewnym sensie to osoby zazwyczaj przechodzące koło niej nadają rytm jej życiu. Wielu powie że to jej osobista głupota. A inni będą uważać że moment w którym się pojawiła okazał się dość niekorzystny. I stąd te kłopoty…
            Zacznę więc może od momentu w którym wszystko się zaczęło. Było to dość nudny, szary poranek. W tym świetle Hogsmade nie wygląda zachwycająco. Osoba jednak, o której tu opowiem, jeszcze nigdy nie była tak wesoła. Wiedziała bowiem że taka pogoda zawsze przynosi jej szczęście. A poza tym uwielbiała kolory magii w szarym świetle.
            Vanessa Johnson , wice mistrzyni pojedynków z Ostatnich Międzynarodowych Zawodów Magicznych ( czyli największego sportowego wydarzenia w świecie czarodziejów), wstała z łóżka z nadzieją zdobycia złota ( Złotego Medalu Różdżkarzy ).
Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu czuła że tego dnia stanie się coś wielkiego. Miała nadzieję że to właśnie będzie to. No bo cóż innego? Cóż innego może się zdarzyć? W tym momencie spłynęła na nią pewna myśl: Twoja ideologia mogłaby się zmieścić w różdżce Numer 5 ( czyli tej najcieńszej). Ale co tu się dziwić? Od dziecka ojciec nałożył na nią piętno: masz być różdżkarzem! Dlaczego? Bo babcia nim była. Jednak co do jednego przypadku się nie mylił: naprawdę miała talent. W głębi duszy jednak wiedziała że to nie jej konik. Wyznawała gdzieś w sobie jedną zasadę: jeżeli w czymś nie ma choćby  kropli miłości to nie jest to warte uwagi. Niby mogłaby pokochać to co robi ale po prostu nie umiała. Szukała gdzieś w tych swoich podróżach na największe areny świata sensu życia, sensu  którego nikt jej nigdy nie przekazał.

             Podeszła powoli do toaletki. Oparła się o nią i spojrzała w lustro. Wiele lat temu gdy miała jeszcze naście lat matka powiedziała jej że jest piękna. Zielone oczy z delikatnymi rzęsami doskonale harmonizowały się  z krwisto czerwonymi ustami znajdującymi się nad doskonale zarysowaną drobną bródką. Blond włosy ,zawsze spięte w warkocz francuski, sięgały zaledwie do ramion, ale to i tak ich rekord. Jakoś nigdy nie chciały rosnąć…
            Mimo iż zawsze zgadzała się z matką , w tym jednym nigdy nie ustąpiła. Według samej siebie ( a była to jedyna obiektywna opinia na jaką mogła liczyć) jej urodę można określić jako dostateczną czyli że jest po prostu ładna. Nie miała jednak w ogóle z tej wiedzy pożytku bo żaden mężczyzna, obcy czy znajomy, jej tego nie powiedział i zapewne nigdy nie powie.
            Cała niezwykłość tego poranka, żal i wspomnienia nagle wywołały w niej burzę uczuć. Jakby zwariowała, jednocześnie śmiała się i płakała. W chwilę później do pokoju wpadł Alex, jej trener, objął ją i zaczął mówić:
 - Nie martw się… Na pewno wygrasz…
A ona była nieszczęśliwa jeszcze bardziej bo tak naprawdę była dla niego tylko  kolejnym rozklekotanym zawodnikiem…

Mam nadzieję że się podobało ;) A więc komentujcie, subskrybujcie, udostępniajcie a będą wam dane kolejne części :)
Luna Luvia                                      

1 komentarz: